Moja prababcia, Maria Leśniak, urodziła się 22 stycznia 1896 r. w Brzeźnicy, w domu nr 80. Jej rodzicami byli Antoni Leśniak i Ludmiła z domu Rejda. Maria była środkową z pięciu sióstr. Miała już starsze rodzeństwo: o 9 lat starszą Stanisławę i o 2 lata starszą Zofię. 4 lata po niej przyjdzie na świat kolejna siostra, Kazimiera, a potem młodsza o 6 lat Janina. W rodzinnych opowieściach zachowało się wspomnienie o innych dzieciach, w tym o jedynym bracie, zmarłym młodo, ale tego nie udało się jeszcze potwierdzić metrykami.
Maria została ochrzczona 2 lutego w kościele parafialnym w Marcyporębie przez ks. Karola Szałaśnego. Jej rodzicami chrzestnymi byli Adam Ryłko i Katarzyna Leśniak. Katarzyna to najprawdopodobniej żona wuja Ludwika Leśniaka. Adam być którymś z kuzynów Marii ze strony matki Elżbiety. Elżbieta wychodziła dwukrotnie za mąż i z małżeństwa z Tomaszem Ryłko miała siedmioro dzieci.
Rodzina Leśniaków w owym czasie mieszkała w Brzeźnicy, gdzie jej ojciec był nauczycielem w miejscowej 1-klasowej szkole. Jednak gdy mała Maria miała 3 lata, cała rodzina przeniosła się do Brodów k. Kalwarii, gdzie Antoni dostał posadę kierownika tutejszej szkoły, znacznie większej niż szkoła w Brzeźnicy. Cała rodzina mieszkała w przydzielonym im służbowym mieszkaniu w budynku szkolnym.
Edukacja
Można założyć, że Maria uczyła się w tej właśnie szkole. W wieku 10 lat, 30 maja 1906 r. przyjęła I Komunię Św. w kościele p. w. Św. Michała Archanioła w Zebrzydowicach z rąk katechety, ks. A. Świętka. Brody nie miały własnej parafii i podlegały właśnie pod Zebrzydowice. O dokładnej dacie przyjęcia sakramentu wiemy z zachowanego obrazka – pamiątki przyjęcia sakramentu.
Maria postanowiła kształcić się na nauczycielkę. Czy był to jej wybór? A może zadziałała presja rodziny? Nauczycielem był ojciec, być może matka (mamy taką hipotezę) i dwie starsze siostry. Nie znamy motywów, wiemy jednak, że uczyła się w Prywatnym Seminarium Nauczycielskim im. Św. Hildegardy w Białej. Do tej samej szkoły uczęszczała wcześniej co najmniej jedna z jej sióstr, Zofia. W rodzinnych opowieściach zachowało się wspomnienie o niezbyt śmiałej Marii, dla której nauka w wymagającym seminarium była przykrym doświadczeniem, i o wspierającej ją Zofii, która była przebojowa i zdecydowana, więc znacznie lepiej radziła sobie z trudami nauki.
Gdzie mieszkała w tych latach Maria? Biała (obecna część miasta Bielsko-Biała) była na tyle daleko od Brodów, że nie wchodziło w grę dojeżdżanie do szkoły, musiała więc to być bursa albo prywatna stancja.
Praca zawodowa
Po ukończeniu seminarium i zdaniu odpowiednich egzaminów, Maria zaczęła pracować jako nauczycielka. Jej pierwszą posadą była Pobiedr, w której rozpoczęła pracę w trakcie roku szkolnego. Uczyła tam od 1 kwietnia 1917 r. do 31 sierpnia 1918 r. Co ciekawe, w Pobiedrze urodził się dziadek Marii, Stanisław Leśniak, ale w tamtym czasie już od ponad 20 lat nie żył.
Wydaje się, że chciała przenieść się bliżej rodziny, a może to ojciec pomógł jej zmienić przydział szkolny? Od 1 września 1918 r. Maria uczyła w szkole w Brodach, tej samej, w której kierownikiem był jej ojciec, i gdzie pracowała starsza siostra Stanisława.
Sytuacja zmieniła się wraz z niespodziewaną śmiercią ojca, 27 lutego 1924 r. Prawdopodobnie to wydarzenie spowodowało utratę możliwości dalszego mieszkania w szkole w Brodach. Nie wiemy, kiedy matka Marii, Ludmiła, wraz z niezamężnymi córkami przeniosła się do domu na Błażkówce, kupionego przez Antoniego i Ludmiłę w 1910 r. Faktem jest, że od ok. 1925 r. aż do 31 sierpnia 1928 r. Maria uczyła w szkole w Kalwarii Zebrzydowskiej. W tym czasie była już mężatką i matką, i z najbliższymi mieszkała w wynajmowanych w Kalwarii domach.
1 sierpnia 1928 r. decyzją Kuratorium Okręgu Szkolnego Krakowskiego Maria przeszła na emeryturę, po 11 latach i 4 miesiącach pracy zawodowej (do wysługi zaliczono jej 21 lat). Otrzymała uposażenie emerytalne w wysokości 66,4 %. Miała zaledwie 32 lata. Jak to możliwe? Z zachowanych dokumentów wynika, że powodem były problemy zdrowotne. Maria, pracując jako nauczycielka, nabawiła się choroby zawodowej, które doprowadziła ją do „upadku sił życiowych” i „trwałej niezdolności do prawidłowego pełnienia służby”. Jaka była to choroba, niestety nie wiadomo, możemy tylko spekulować. Wiele lat później otrzyma ona z tego powodu II grupę inwalidzką, z adnotacją o całkowitej niezdolności do podjęcia pracy. Musiała to więc być jakaś choroba ogólnoustrojowa, która uniemożliwiała jej podejmowanie aktywności zawodowej. Czy chodziło o chorobę serca albo nerwicę?
Rodzina
W nieznanych nam bliżej okolicznościach Maria poznała swojego późniejszego męża, nauczyciela pracującego w Kalwarii, Jakuba Ćwikłę. Był on od niej o 18 lat starszy, był wdowcem, miał na utrzymaniu kilkunastoletniego syna. Myślę, że poznali się dopiero po tym, jak Jakub wrócił z I wojny światowej, czyli gdzieś w okolicach 1918 r. Faktem jest, że pobrali się 20 grudnia 1920 r. Maria miała 24 lata, a jej narzeczony 42. Niemal dokładnie 9 miesięcy później, 24 września 1921 r. na świat przyszło ich jedyne dziecko, mój dziadek Stanisław Ćwikła.
Małżeństwo mieszkało więc z dwójką dzieci: Tadeuszem ur. w 1908 r. i młodszym od niego o 13 lat Stanisławem. Tadeusz traktował macochę jak matkę, której nigdy nie poznał – pierwsza żona Jakuba, Stanisława Tarczyńska, zmarła 2 tygodnie po urodzeniu Tadeusza w wyniku komplikacji poporodowych. Początkowo nie mieli własnego kąta i wynajmowali pokój w domu, znajdującym się przy drodze do klasztoru prowadzącej od kalwaryjskiego rynku. Wszystko zmieniło się po śmierci ojca Marii, Antoniego. W wyniku postępowania spadkowego Maria otrzymała kawałek Błażkówki. Na tym terenie na początku lat 30. Maria i Jakub wybudowali swój dom, stojący do dzisiaj pod nr 1, a wtedy mający adres Brody 384. Zamieszkali w nim w sierpniu 1934 r., zaraz po tym, jak z końcem lipca Jakub przeszedł na zasłużoną emeryturę po 37 latach pracy nauczycielskiej.
Nie było im dane długo cieszyć się upragnioną sielanką na emeryturze. Zaledwie 2.5 roku później, 24 stycznia 1937 r. Jakub zmarł w wieku zaledwie 59 lat, pozostawiając 41-letnią Marię z 16-letnim wówczas synem Stanisławem; Tadeusz był już wtedy samodzielnym sędzią / asesorem w Wadowicach. Nieszczęście związane z przedwczesną śmiercią męża wpędziło Marię w kłopoty finansowe. Zrezygnowała z emerytury, i zamiast tego zaczęła pobierać rentę wdowią i sierocą dla małoletniego syna, które były finansowo korzystniejsze. Dziadek Staszek był wtedy uczniem gimnazjum w Krakowie, wynajmował tam pokój u pani Nowickiej, wymagał nakładów na utrzymanie w innym mieście. Rentę rodzinną (w najniższym możliwym wymiarze) prababcia pobierała aż do 1 czerwca 1968 r. Wtedy to ZUS przychylił się do jej wniosku o zamianę dotychczasowej renty rodzinnej na rentę inwalidzką z tytułu własnej pracy nauczycielskiej i zaliczeniu jej do II grupy inwalidzkiej.
18 października 1952 r. mój dziadek Stanisław ożenił się z moją babcią, Marią Kotlarczyk, która wprowadziła się do domu na Błażkówce. W ten sposób, prababcia Maria została teściową. Przez pierwsze lata wszyscy mieszkali razem jednym pokoju z kuchnią; drugą połowę domu zajmowali państwo Dziobowie, dokwaterowani przez władze po II wojnie światowej.
W kwietniu 1954 r. na świat przyszedł mój Tato, a prababcia Maria została babcią swojego jedynego wnuka.
Ostatnie lata
Prababcia Maria zmarła 11 marca 1983 r. Nie przepadała za lekarzami i kiedy przeziębiła się – a miała wtedy 87 lat – nie bardzo chciała się leczyć. Przeżyła swojego męża o 46 lat.
Moje wspomnienia
Prababcia zmarła, kiedy miałam 4 lata. Wspomnienia z tak wczesnego dzieciństwa siłą rzeczy muszą być niewyraźne i punktowe, chociaż do Kalwarii regularnie z rodzicami przyjeżdżałam. Mamy jedno zdjęcie razem – prababcia ma na nim taką samą fryzurę, jaką nosiła przez całe swoje życie, tylko włosy zupełnie jej posiwiały.
W mojej głowie zostały dwa obrazy. Pierwsze to zatrzymany w czasie kadr: starsza siwa pani siedzi na otomanie nakrytej niebieską kapą. Mebel stoi w kuchni, na wprost wejścia, z lewej strony okna. Wiem od Taty, że lubiła tam przesiadywać. Drugie wspomnienie: gdy dowiedziałam się, że umarła, wyobrażałam sobie, że śpi na jednej z półek w wielkiej, starej szafie na ubrania, która stała w Kalwarii, a półka wygina się łódkowato pod jej ciężarem.