Autorem wspomnienia jest Zbigniew Magierowski. Maszynopis z osobistą dedykacją Autora został nam udostępniony przez ciocię Elę.
Mamy w Kalwarii Zebrzydowskiej piękną i nastrojową ulicę Błaszkówkę, która przy wejściu do miasta z drogi E 96 prowadzi skrótem pielgrzymów do klasztoru, do najpiękniejszej oazy przyrody w dół Boroniówki i do niej samej.
Osiadły na niej niegdyś rodziny samych nauczycieli, Leśniaków, Ćwikłów, Koszałków a później niepedagogów p.p. Górali.
Początkiem XX w. kierownik szkoły w Brodach p. Leśniak Antoni zakupił gospodarstwo leśno-rolne o areale 2,5 ha z małym drewnianym domkiem. W późniejszym czasie wystawił parterowy dom drewniany do dzisiaj stojący z długim gankiem, gdzie mieszkały rodzina Antoniego i Ludmiły Leśniaków a wraz z nimi córka Janina, która poślubiła Juliana Górala – późniejszego sędziego. Mieszkańcy tego domu Błaszkówka 9 przeżywali mocno, tragiczne swoje dzieje a w szczególności 1942-43 r. i dalsze lata okupacji niemieckiej.
Uwieczniony na ściennym malowidle przez prof. Wł. Potkańskiego po prawej stronie głównego ołtarza w klasztorze O.O. Bernardynów w Kalwarii Zebrzydowskiej z okazji koronacji Matki Bożej Kalwaryjskiej przez księdza kardynała Dunajewskiego. Malarz umieścił twarze ówczesnych ojców i braci bernardynów a także kościelnego klasztoru Andrzeja Górala. Został on umieszczony po lewej stronie malowidła tuż przy ramie. Twarz ma dostojnie piękną, kształtną o dużym orlim nosie, pięknych oczach, spoglądający w zadumie na żywych stojących wiernych w bazylice. Ma bujną fryzurę z przedziałkiem, znacznym wąsem. Ubrany jest w granatowy żupan, swoim spojrzeniem jakby zachęcał nas do dostojnego przeżywania mszy św., jakby tymczasowo odwracając naszą uwagę od dostojnych zdarzeń zanotowanych przez malarza na obrazie.
W roku 1903 Andrzej Góral stracił swoją piękną, młodą żonę Julię z Lejdów przy porodzie. Pozostał syn Julian, którego będzie wychowywać ciotka z Sieprawia. W tym czasie wspomniany Andrzej Góral podejmuje myśl wstąpienia do zakonu O.O. Bernardynów w Kalwarii. Nie został jednak przyjęty do zakonu. Podejmuje więc pracę jako kościelny w klasztorze. Mieszka w celi klasztornej przy ołtarzu głównym po prawej stronie wchodząc z krużganków.
Andrzej Góral urodzony w 1877 przepracował w klasztorze jako kościelny prawie 40 lat (od 1903 do 1942 r).
Był niesłychanie prawowity, skupiony i uduchowiony i to by starczyło aby konwent kalwaryjski oraz wierni wspominali go z szacunkiem.
Syn Andrzeja – Julian po ukończeniu szkoły podstawowej i średniej zapisał się na prawo na U.J. w Krakowie. Po ukończeniu studiów, obronie pracy magisterskiej i aplikacji sędziowskiej pracuje jako sędzia asesor w Krzeszowicach. Żeni się z Janiną Leśniak, z małżeństwa rodzą się dwie córki. Tuż przed II wojną światową podejmuje obowiązki sędziego w Sądzie Grodzkim w Kalwarii Zebrzydowskiej (obecne Liceum Ogólnokształcące). Tutaj przeżyje najwspanialsze i najtragiczniejsze dni swojego życia. Pracuje w konspiracji jako oficer AK.
W roku 1942 pojawia się w klasztorze O.O. Bernardynów w Kalwarii krajan O. Pawła Ryszkiego z Kochłowic „ślązak” vel Koloch vel Kumorek, który w obawie przed wcieleniem go do Wermachtu ukrywał się na terenie klasztoru. Z polecenia O. Pawła zamieszkał on w celi Andrzeja Górala, oczekiwał na wyrobienie metryki na zmienione nazwisko. O. Paweł wyrobił „ślązakowi” – Kolochowi – Kumorkowi kenkartę z którą mógł się poruszać po Guberni w Rzeszy.
Właśnie w celi Andrzeja Górala gromadziła się kalwaryjska inteligencja oraz mieszkańcy okolicznych gmin aby w konspiracji posłuchać wolnego słowa z zainstalowanego potajemnie radia, kolportowanych gazetek. Za sam fakt posiadania, słuchania radia za okupacji niemieckiej groziła kara śmierci, lecz pomimo tego ludzie narażali się na to aby podnieść swojego ducha narodowego.
Na terenie klasztoru w Kalwarii znane były inne kontakty z podziemiem AK o czym mówi kronika klasztorna w III tomie z lat 1939-1955 zebrane przez O. mgr. Bogumiła Migdała. Ukrywał się tutaj dowódca ugrupowania AK Śląsk Cieszyński – Gen. Olbrycht. Ojcowie bernardyni pomagali podziemiu oraz okolicznej ludności w przetrzymaniu okupacji, głodu, zniewolenia o czym napiszę w osobnym artykule.
Po otrzymaniu kenkarty „ślązak” vel Koloch vel Kumorek zniknął na parę tygodni aby pamiętnego dnia 22 czerwca 1942r zjawić się z gestapem, wskazać na wszystkich z konspiracyjnego patriotycznego koła Polaków zbierających się w klasztorze w Kalwarii. Aresztowano wtedy około 27 osób, w tym O. Pawła, Andrzeja Górala, mgr. Juliana Górala, prof. Piotra Jaworskiego, studenta medycyny U.J. Jana Jaworskiego, ks. proboszcza ze Stryszowa Zeliwskiego, sołtysa wsi Stryszów, dwóch braci Kołodziejów z Zebrzydowic, sołtysa ze Stanisławia Dolnego i Górnego Sarapatę, wielu innych, których tożsamości i nazwisk nie znamy. Należy więc apelować do społeczeństwa o zapodanie danych.
Przebieg aresztowania O. Pawła Ryszke, Andrzeja Górala, Juliana Górala opowiadają w kronice O. Mgr. B. Migdał – kronikarz, O. Mgr. A. Głowacki wikariusz klasztorny, O. Mgr. Kozak oraz córki Sędziego pp. Wanda Babicz, Irena Kęsek. Wszyscy wskazują że sprawcą donosu i uwięzienia był wspomniany „ślązak” z Kochłowic; Koloch vel Kumorek, którego gestapo przywiozło dn. 22 czerwca 1942 r do klasztoru, a on zadenuncjował wszystkie osoby, sprawca nawet wskazał że p. Gunia w drewutni miał schowany worek sacharyny, a nawet dokładny numer celi O. Pawła zapodał dokładnie.
Andrzej Góral znajdował się w kaplicy Matki Bożej, przygotowywał ołtarz do mszy św. Ostrzeżony przez brata Damiana nie zdołał uciec gdyż czekali na niego cywilni gestapowcy. Nie udało się uprzedzić O. Pawła Ryszkę, który tego rana nie wstawał na medytację, ze względu na niedyspozycję zdrowotną leżał jeszcze w łóżku.
Gestapowiec nakazał aresztowanym; O. Pawłowi, Andrzejowi „marsz” jako imperatyw zaś przełożonemu oświadczył: „Jeśli będziecie popierać tajne organizacje, przyjmować uciekających ludzi, czytać nielegalne gazetki, słuchać radia to wszyscy pójdziecie za nimi” – do obozu.
O. Mgr. Anioł Głowacki – przełożony klasztoru oświadczył na karcie 142 kroniki: „że ślązak z Kolchowic sypnął innych”.
W celi O. Pawła od razu przeprowadzono rewizję zaś u A. Górala dokonano później, skąd udało się usunąć obarczające dowody konspiracji. Zaaresztowani w klasztorze zostali sprowadzeni pieszo stamtąd do Gmachu Sądu Grodzkiego w Kalwarii, gdzie na zapleczu było więzienie.
Andrzej Góral poszedł według relacji córki pożegnać się z synem sędzią Julianem, który został zaaresztowany na sali sądu gdyż nie chciał skorzystać z proponowanej mu ucieczki przez kolegów. Pani Janina zaopatrzyła w swetry męża, teścia i ostatnie pocałunki.
Stąd zapędzono ich na samochody i przewieziono do Krakowa na Montelupich, gdzie od 22.06.1942 r przebywali aresztowani, maltretowani, okrutnie bici aż do dnia 18.01.1943 r kiedy to transportem kolejowym w ogromnej grupie 750 osób – więźniów wysłano ich do Oświęcimia na Brzezinkę.
Ostał się i uratował jeden z aresztowanych w Kalwarii p. Jan Jaworski, który jako p.o. lekarza więziennego pozostawiono go na Montelupich w Krakowie zaś pozostali wszyscy 26 osób zginęło w Oświęcimiu.
Koronny świadek z obozu z Oświęcimia o tatuażu 90251 p. Józef Janus – buchalter z Państwowego Monopolu Spirytusowego zam. w Częstochowie ul. Narutowicza 68 m. 2 zapodaje, dokładnie wszystkie okoliczności życia, śmierci w Brzezince naszych trzech rodzin.
Przebyli kwarantannę 2-3 tygodniową w bloku 20, tatuaż, maltretowanie, głodzenie i bicie. Z transportu 750 więźniów w parę tygodni zginęło około 30%. Przeniesiono ich na blok 15, stąd wysyłano ich do bagrowania stawów, przy kopaniu ich stali w wodzie przez wiele godzin, a były to zimowe tygodnie roku 1943. Całodzienne wyżywienie ciężko pracujących fizycznie więźniów składało się z 20 dkg chleba, zupy z 3-4 ziemniaków nieobranych często z ziemią w 0,5 l zupy lub wody oraz czarnej nieosłodzonej kawy podawanej raz dziennie.
W tej wyniszczającej pracy głodni i bici ludzie padali wyczerpani i tak się stało z sędzią Julianem Góralem, kościelnym Andrzejem Góralem, Ojcem Pawłem Ryszką. Wszystkim pisano na powiadomieniach rodziny, że zmarł na udar serca jako przyczynę ich śmierci.
Sędzia Julian umarł na krwotoczną dezynterię fakt dobity przez kapo pałkami, Ojciec jego Andrzej kościelny wyniszczony głodem, dobity został przez kapo zaś Ojciec Paweł zatłuczony biciem pałką po głowie nim go zerwano z pryczy. Wszyscy dla pedanterii pruskiej przeszli przez blok 7 czyli szpital obozu aby pedanterii morderczej stało się zadość. Potwierdzają te zeznania świadków ich śmierci jak więzień obozu Fr. Mróz oraz Mieczysław Morawa, który jako więzień obozu oświęcimskiego był zatrudniony w krematorium obozowym. Sąd Grodzki w Kalwarii ustalił że śmierć obu panów Górali nastąpiła 2 lub 8 lutego 1943 r, zaś ojca Pawła Reszke w dniu 2 lutego 1943 r – Dzień Matki Boskiej Gromnicznej. Byli to wszyscy męczennicy Oświęcimia, szli jak w wizji św. Kolbego po czerwoną koronę męki ludzkiej i bożej w dzień świąt Matki Męczenników – Marii.
Na Góralówce – Błaszkówce 9 pozostała wdowa pani Janina bez środków do życia i bez żadnego wsparcia moralnego i materialnego z dwoma córkami nieletnimi: 5 letnią Ireną po zamęściu Kęskową oraz 9 letnią Wandą późniejszą Babiczową.
Zaczęła uprawiać 2,5 ha ziemi rolnej, trzymać 1-2 krowy mleczne. Pomagała jej w tym siostra Kazimiera Leśniak – sekretarka Sądu. Z tej ciężkiej pracy utrzymywały dom i rodzinę a jeszcze pomagały innym. Przez ich gościnny, opiekuńczy dom przewijały się rodziny powstańców warszawskich, przymusowych emigrantów z naszego polskiego Lwowa jak np. pp. Szeptyccy Józef i Maria. Przy zabezpieczeniu dachu nad głową, wyżywieniu przez panią Janinę Góral i Kazimierę Leśniak pomocy lekarsko-medycznej udzielał dr Eugeniusz Golian zaś duchowo-moralnej ks. Stanisław Szlachta – proboszcz. Był to w tych ciężkich, skomplikowanych czasach pełny ludzki i boży caritas.
Rodzina pp. Górali żyła w ciągłym, wiecznym strachu przed dalszymi aresztowaniami, szykanami okupanta.
Młoda przystojna wdowa p. Janina Góral żyła ciągłą nadzieją powrotu męża choć zawiadomienie policji niemieckiej przez komendanta granatowej policji p. N. Fijaka nie budziły żadnych złudzeń ani też nadziei.
Po roku 1945 zaczęło się niby normalne życie samotnych pań związanych z troskami o byt i wychowanie dwóch córek z wdowiej renty.
Po roku 1955 kiedy nastałem w Kalwarii jako kierownik Państwowego Zakładu Leczniczego dla zwierząt, byłem wzywany do zachorowań chorych krów. Wtedy właśnie poznałem p. Janinę Góral oraz gościnny jej dom. Była ona życzliwą i uśmiechniętą kobietą po której nie można było poznać gehenny i tragedii po stracie kochanego męża, drogiego teścia. Pani Janina zmarła w 1973 r. Pozostawiła dwie córki p. Wandę Babicz i Irenę Kęsek, zięcia, wnuczki i wnuków.
Pragnę na koniec wspomnieć że cały sprawca tragedii rodziny pp. Górali „ślązak” vel Koloch vel Kumorek w latach pięćdziesiątych jakby gnany wyrzutami sumienia przyjeżdżał do Kalwarii. Szukał kontaktów z p. Wandą Babicz oraz rodziną p. Józefa Goduli zamieszkałych przy stacji kolejowej Kalwaria Lanckorona. Przyjeżdżała z nim jego żona p. Maria Koloch zam. (…).
Książka wydana przez M.O.N. pt. „Siedmiu śmiałych z Siemianowic”(1)W rzeczywistości książka ma tytuł: „Dziewięciu dzielnych z Siemianowic”. Autor: Tadeusz Kur. śmiała nawet opiewać bohaterstwo czynów ślązaka vel Kolocha vel Kumorka – to zupełna kpina, paranoja.
Okrutna choroba XX wieku stoczyła p. Kolocha vel Kumorka za bezeceństwa, tragedię 26 bohaterów i męczenników Oświęcimia.
Zb. Magierowski
Kalwaria Zebrzydowska 20.04.1994 r.
[odręczny dopisek]
Dla Pani Pedagog – przyjaciółki mojej żony Elżbiety w dowód przyjaźni Zb. Magierowski
Przypisy
| ↑1 | W rzeczywistości książka ma tytuł: „Dziewięciu dzielnych z Siemianowic”. Autor: Tadeusz Kur. |
|---|